sobota, 8 lipca 2017

Skarby przeszłości - metamorfoza komody Art Deco

Cześć i czołem! 
Częstotliwość moich postów sprawiła, że na dysku twardym mojego komputera czeka spora ilość materiału do zrealizowania. Rok temu, kiedy jedno z moich marzeń (te mniej zależne ode mnie samej) niestety się nie spełniło, postanowiłam podjąć ryzyko, ruszyć z miejsca i spełnić inne. 
Cel jest tuż za rogiem, a droga była długa. Czas nie chciał się rozciągnąć. Albo - moja cecha dobrego organizatora czasu pracy (co zawsze uważałam za swoją cenną zaletę) lekko podupadła... ;)




Komoda/witryna/kredens Art Deco - była moim pierwszym wystawkowym łowem. Stąd mój duży sentyment do niej. Zachęcona przez Car.o, odrzuciłam wszelkie "nie wypada", "co ludzie pomyślą", "wstyd mi" i wraz z Małżem ruszyliśmy na wycieczkę po mieście, w dniu wystawiania tzw. odpadów wielkogabarytowych. Zdziwieniem było dla mnie iż nie byliśmy jedyną parą, która krąży po uliczkach i poluje na niechciane przedmioty by pozwolić im pożyć trochę dłużej.
To było wiele miesięcy temu. I chociaż komody już ze mną nie ma (znalazła nowych sympatycznych właścicieli) to dziś zapraszam Was na kilka kadrów z jej krótkiego życia pod moją opieką :)

Komoda z drewna czereśniowego, fornirowana. 

Moja mała szlifierka dała radę. Szlifowanie poszło sprawnie i nie zniszczyło forniru. 
A wręcz przeciwnie, wydobyło cudne usłojenia. 
W dwóch miejscach drzwiczki wymagały sklejenia, w kilku trzeba było drewno zaszpachlować.


 Farba, której użyłam to standardowo akrylowa, biała. Fragmenty w naturalnym drewnie początkowo chciałam zaolejować, ale niestety olej mocno przyciemnił drewno. 
Finalnie komoda została pokryta bezbarwnym lakierem (brak efektu ciemnienia).


Komoda została ozdobiona kolorowym papierem, przyklejonym za pomocą taśmy dwustronnej. 
Nie chciałam przyklejać go na stałe, by istniała bezproblemowa możliwość jego zmiany na inny wzór.


Nóżki komody zostały wymienione na smuklejsze :) 


A oto i ona... 

... cała usłojona ;) 

Kolejny skarb przeszłości, własność moich rodziców - Gramofon Unitra.
Do dziś pamiętam bajki, które płynęły z jego głośników :)




Stary młynek do kawy, potraktowany czerwoną farbą dawno temu przez moja Mamę. 



I jak się Wam podoba mebel po delikatnym liftingu? Chyba dobrze, że przygarnęłam go z ulicy? :)
Trzymajcie się! Ola. 

11 komentarzy:

  1. Fantastyczna metamorfoza :) ja się przymierzam... od kilku miesięcy do mojej komódki z PRLu - i cicho liczę, że do końca wakacji ją ogarnę ;)
    Moi rodzice mieli taki sam gramofon, ale głupio zniknął i teraz poluję na nowy, bo mam ostatnio wkręta na winyle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj :)
    Metamorfoza komody oszałamiająca ! Powstał piękny mebel w stylu art deco.
    Jestem też pod wrażeniem gramofonu. Mnie też marzą się winyle.
    Poozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Komoda aż promienieje radością! Warto było!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna metamorfoza! Komoda wygląda rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniała metamorfoza mebla, widać, że robisz to, co lubisz i całkiem nieźle Ci to wychodzi :) Jestem pełen podziwu dla Twojej kreatywności!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny pomysł na metamorfozę komody, chyba zrobię coś podobnego z moim meblem. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Umarłam i zamarłam z wrażenia.Kocham meble art deco.Sama posiadam w sypialni szafeczkę w tym stylu.Cud, miód:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowna metamorfoza.Świetne wykończenie.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tu jesteś :)

Skarby przeszłości - metamorfoza komody Art Deco

Cześć i czołem!  Częstotliwość moich postów sprawiła, że na dysku twardym mojego komputera czeka spora ilość materiału do zrealizowania. ...